5,767 łącznie wyświetleń,  1 dziś czytało

Gazetka Parafialna nr 29

Autor

Autor

Ks. prot. mgr Andrzej Opolski

Spotkanie Pańskie  

Ew. wg św. Łk 2,22-40

            Dziwne to święto. Przyszła mi do głowy taka właśnie refleksja. Z jednej strony jest to święto Matki Bożej. Oto Maria idzie ze swoim dzieckiem i Józefem do świątyni. Zamierza wypełnić starotestamentowy nakaz ofiarowania. Rodzice czterdziestego dnia od narodzin nieśli swoje dziecko do świątyni i symbolicznie ofiarowali Bogu. Aby je wykupić od kapłana, w zamian dawali ofiarę (bogaci – baranka, biedni – gołębie lub synogarlice). Dzisiejsze niesienie dziecka „do wwodu” ma podobne znaczenie.

            Jezus nie jest zwykłym dzieckiem, bo jego poczęcie było cudem, o którym wiedziała tylko jego Matka i jej mąż. Narodziny to kolejny cud, o którym dowiedzieli się pasterze i mędrcy, który składali Mu hołd. Jeszcze nieszczęsny Herod, który nie był zadowolony z narodzin ewentualnego konkurenta do tronu. W sumie kilkanaście osób. Teraz czterdziesty dzień. Wypełnienie nakazów Prawa, które Żydom było najważniejsze na świecie. Dlatego wizyta całej trójki w świątyni była konieczna. Tam zdarza się coś nieoczekiwanego. Oto wielki prorok, starzec Symeon, oczekuje już Zbawiciela w świątyni. Czekał na ten moment około trzystu lat. Był już zmęczony oczekiwaniem, dlatego z radością wziął dziecko na ręce i powiedział Teraz puszczasz sługę swego, Władco, według słowa swego w pokoju… (modlitwa Nynie otpuszczajeszi raba Twojeho, Władyko). Wiemy z Tradycji, że tego dnia ów starzec zmarł. Co jeszcze powiedział Symeon? Otóż ważne słowa Matce o Jej Synu Oto Ten jest położony na upadek i powstanie wielu w Izraelu i na znak, któremu przeciwstawiać się będą, twą zaś własną duszę miecz przebije, aby zostały odsłonięte zamysły wielu serc. Maria pamiętała do końca swoich dni owe proroctwo. Zrozumiała je przy Krzyżu, na którym przybito Jej Syna. Nie można przebić duszy mieczem, dlatego domyślamy się, że wielki musiał to być ból, jaki Bogurodzica przeżywała przy Krzyżu.

          Z drugiej strony to święto Chrystusa, który, choć nieświadomy jeszcze niczego jako dziecko, to już wszechmocny jako Bóg. Ta myśl o dziwności święta wzięła się stąd, że Bóg się nie spieszy. Bóg ma czas! Tyle ludzi w tym momencie przeżywało choroby, tyle matek płakało na grobach swoich dzieci, tylu ludzi cierpiało niesprawiedliwość, a Bóg ma czas! Rośnie sobie powoli, jak inne dzieci kończy po kolei roczek i drugi, a ludzie potrzebują Jego pomocy! Ma dziesięć i dwadzieścia lat, a ludzie cierpią. Błagają Boga o pomoc, a On ma czas. To po prostu niesamowite. Czy On tego nie widzi? Jest bez serca? Można by długo jeszcze wymieniać, ale Chrystus wie, co robi. Wie to, czego my nie wiemy. Wie wszystko o Królestwie Bożym, dlatego się nie spieszy. Bez Jego woli nikt nie zachoruje i nikt nie zginie. Nie ma znaczenia, że urodził się jako dziecko i przez kolejne trzydzieści lat nie ujawni swojej mocy. On ma czas. On ma całą wieczność. My chcemy wszystko szybko. Mając dziesięć lat marzymy o dorosłości. Mając dwadzieścia lat… itd. Ktoś zauważył, że kiedyś kupowało się ładne, jednolite spodnie, później od razu wytarte, żeby wyglądały na stare, czyli ładne. Dziś kupuje się od razu porwane. Czy to nie szaleństwo? Wszystko szybko, wręcz natychmiast! A Bóg ma czas. Kiedy Mojżesz wyprowadził swój naród z Egiptu, doszedł do morza. Co dalej? Ludzie zaczęli się już buntować, Egipcjanie są blisko i chcą wszystkich zabić, a Mojżesz jest bezsilny. Wtedy ingeruje Bóg. Ludzie już żegnali się z życiem, gdy rozwiązanie problemu pojawiło się na sposób Boski – otworzyło się morze i można iść dalej. Tak po prostu. Bóg spóźnił się, a jednak zdążył. Łazarz leżał martwy w grobie. Chrystus spóźnił się cztery dni. Ludzie nie mieli już nadziei, tylko płakali. Umarł taki dobry człowiek! Gdyby tylko Nauczyciel był w pobliżu, uratowałby go. Jezus przybył za późno. Ale zdążył! Łazarz ożył! Czy to nie cud? Podobnie dzisiaj: palimy świece, które są symbolem modlitwy do Boga. Płomień świecy jest jasny i gorący, jak powinna być ta modlitwa. Nie martwmy się, bo nasze modlitewne błagania, choć może niedoskonałe, zawsze dochodzą do Boga i On zawsze wie, jak może nam pomóc. Po prostu nie spieszmy się i cierpliwie czekajmy na to, co przygotował nam Bóg. Ostatecznie przyznaję, że to nie święto jest dziwne, tylko ja – beznadziejny grzesznik, który marnuje każdy dzień swojego życia na rzeczy nieważne, zamiast świętować każdą chwilę swojego życia i dziękować Stwórcy za ten dar, który od Niego otrzymałem. Za dar życia.

Świeca

Co czyni najpierw człowiek, który przestąpił próg świątyni? W dziewięciu wypadkach z dziesięciu – podchodzi by kupić świecę. Od małej woskowej świecy zaczyna się nasze praktyczne chrześcijaństwo, kontakt z obrzędem. Nie można wyobrazić sobie prawosławnej świątyni, w której nie zapalają świec…

Tłumacz liturgii błogosławiony Symeon Sołuński (XV wiek) mówi, że czysty wosk oznacza czystość i dobroć ludzi, przynoszących go. On jest przynoszony na znak naszej skruchy w uporze i samowoli. Miękkość i podatność wosku mówi o naszej gotowości posłuszeństwa Bogu. Palenie się świecy oznacza przebóstwienie człowieka, jego przekształcenie w nowe stworzenie poprzez działanie ognia Boskiej miłości.

Oprócz tego, świeca to świadectwo wiary, udziału człowieka w Boskiej światłości. Ona wyraża płomień naszej miłości do Pana Boga, Matki Bożej, aniołów albo świętych. Nie wolno stawiać świecy formalnie, z zimnym sercem. Zewnętrzne działanie powinno być dopełniane modlitwą, przynajmniej najprostszą, swoimi słowami.

Zapalona świeca jest obecna podczas wielu cerkiewnych służb. Ją trzymają w rękach podczas chrztu i łączący się sakramentem małżeństwa. Wśród mnóstwa palących się świec służone jest nabożeństwo pogrzebowe (czyn otpiewanija). Osłaniając ognik świecy od wiatru, pobożni ludzie idą w procesji.

Nie ma obowiązujących reguł, gdzie i ile świec stawiać. Ich zakup to mała ofiara Bogu, dobrowolna i nieuciążliwa. Droga wielka świeca wcale nie jest bardziej błogosławiona od małej.

Ci, kto systematycznie odwiedzają świątynię, starają się każdy raz postawić kilka świec: przed świąteczną ikoną, leżącą na pulpicie (anałoju) pośrodku cerkwi; przed ikoną Zbawiciela albo Bogurodzicy – za zdrowie swoich bliskich; przed Ukrzyżowaniem na prostokątny stolik-świecznik (panichidnik) – za dusze zmarłych. Jeśli pragnie serce – może postawić świecę przed każdym świętym albo świętymi.

Czasami zdarza się tak, że w świeczniku przed ikoną nie ma wolnego miejsca, wszystkie zajęte przez palące się świece. Wtedy nie wypada dla własnej świecy gasić innej, właściwej jest poprosić przysługującego aby postawił ją w innym czasie. I nie trzeba martwić się, że waszą niedopaloną świecę zgaszono na koniec służby – ofiara jest już przyjęta przez Boga.

Nie ma potrzeby słuchać rozmowy o tym, że świecę trzeba stawiać tylko prawą ręką; że, jeśli ona zgasła znaczy, będą nieszczęścia; że podtapiać dolny koniec świecy aby łatwiej postawić w świeczniku – śmiertelny grzech itd. Okołocerkiewnych przesądów jest dużo i wszystkie one są bezsensowne.

Świeca woskowa jest miła Bogu. Ale płomienne serce On ceni bardziej. Nasze duchowe życie, udział w nabożeństwie nie ograniczają się do świecy. Sama w sobie ona nie wyzwoli od grzechów, nie złączy z Bogiem, nie da sił do niewidzialnej walki. Świeca jest pełna symbolicznego znaczenia, ale nas ratuje nie symbol, a prawdziwa istota – Boska łaska.

za: www.parafia.sidcom.pl

O g ł o s z e n i a    p a r a f i a l n e 

– 18 luty (piatek) – św. męcz. Agaty ,

                                  godz. 9:00 Molebień z poświęceniem chleba  

-20 luty (niedziela) – Niedziela o Synu Marnotrawnym

                                       godz. 9:00 św. Liturgia

– 26 luty (niedziela) – Sobota Rodzicielska, Mięsopustnia,

                                        dzień modlitwy za zmarłych       

                                        godz. 9:00 św. Liturgia + Panichida

– 27 luty (niedziela) – Niedziela o Sądzie Ostatecznym

                                        godz. 9:00 św. Liturgia

TRWAJĄ  ZAPISY  DO  CZYTANIA  PSALMÓW W  WIELKIM  POŚCIE.