2,913 łącznie wyświetleń,  5 dziś czytało

Gazetka Parafialna nr 32

Autor

Autor

Ks. prot. mgr Andrzej Opolski

św. Maria Egipcjanka

Szósty tydzień Wielkiego Postu.

 

Pamiętacie? Niedawno u naszych sąsiadów był spokój, jako taka stabilizacja, a dziś … WOJNA. Nikt z nas nie mógł tego przewidzieć.  

Niedawno rozpoczynaliśmy Wielki Post. Wchodziliśmy w niego Wielkim i Pokutnym Kanonem św. Andrzeja z Krety. Jak słodko było słyszeć Pomiłuj mia Boże, pomiłuj mia. Lub gdy skupialiśmy się na śpiewie kondanionu Dusze moja, dusze moja wostani czto spiszi.

Następnie wzmacnialiśmy swą wiarę w Niedzielę Prawosławia, gdy jako nieliczni w Polsce szliśmy w procesji wokół naszej cerkwi z ikonami, krzyżami, chorągwiami, relikwiami. Śpiewaliśmy wtedy Wieruju wo Jedinaho Boha…  i Wiera nasza Wiera sławna, Wiera nasza prawosławna.

Wchodzimy w końcowy etap postu. Dziś Cerkiew ukazuje na wielki przykład świętości, pokory, nawrócenia i postu. Do naśladowania tej drogi zaprasza nas żywot św. Marii Egipcjanki.

Pisali o niej np.  św. Zosima (w. VI) i św. Sofroniusz (+ 638).

Oto co o sobie opowiedziała Maria św. Zosimie:

„Urodziłam się w Egipcie. Mając dwanaście lat, odrzuciwszy miłość rodziców, poszłam do Aleksandrii i tam straciłam dziewiczą czystość. Bez wstydu i zgrozy nie mogę nawet wspominać o tych bezeceństwach, jakich się dopuszczałam. Siedemnaście lat oddawałam się straszliwym grzechom. I oto raz ujrzałam tłum ludzi z Egiptu i Libii, kierujący się w stronę morza. Spytałam jednego z nich, dokąd podążają? Ten odpowiedział, że odpływają do Jerozolimy na święto Podniesienia Krzyża Pańskiego. Zabrałam się z nimi, nie mając niczego, czym mogłabym zapłacić za przejazd i wyżywienie. Byłam pewna, że moje zepsucie dostarczy mi wszystkiego, co będzie potrzebne, dlatego bez cienia wstydu przystałam do grupy młodych ludzi i wraz z nimi weszłam na statek. Tonęłam wręcz w bezeceństwach, a potem tego samego, jeśli nie w większym stopniu, dopuszczałam się w Jerozolimie.

Nadszedł dzień święta. Ludzie szli do świątyni. Ja również udałam się ze wszystkimi i stanęłam w przedsionku. Ale kiedy doszłam do drzwi, niewidzialna siła Boża odrzuciła mnie od wejścia. Wszyscy wchodzili, i nikomu nikt nie przeszkadzał, a ja trzy – cztery razy próbowałam wejść do świątyni, i za każdym razem niewidoczna ręka nie wpuszczała mnie. Ciągle tkwiłam w przedsionku. W wielkim zmieszaniu stałam u drzwi, zastanawiając się, z jakiej przyczyny nie mogę wejść do środka. I w końcu zbawcza siła Boża oświeciła oczy mej duszy, i gdy ogarnęłam spojrzeniem dotychczasowe obrzydliwe życie, wszystko zrozumiałam. Płacząc, uderzałam się w piersi i gorzko łkałam. W końcu podniosłam oczy i ujrzałam na ścianie ikonę Matki Bożej. Długo kierowałam swe błagania ku Władczyni Niebios, aby zmiłowała się nade mną, wielką grzesznicą, i otworzyła mi wejście do świątyni. Potem z drżeniem i nadzieją podeszłam do drzwi, które tym razem minęłam bez żadnych przeszkód, po czym mogłam wraz z innymi wejść i pokłonić się Życiodajnemu Krzyżowi. Dzięki temu upewniłam się, że Bóg nie odrzuca skruszonego grzesznika, jakim by wielkim grzesznikiem nie był. Pocałowawszy Święty Krzyż powróciłam do ikony Przenajświętszej Bogurodzicy i tam, podziękowawszy za niezmierzone miłosierdzie, poprosiłam o wskazówki, wiodące ku pokucie. I wtedy, jakby z oddali, dał się słyszeć głos: „Za Jordanem odnajdziesz pełne ukojenie”. Ze łzami wykrzyknęłam, aby Najświętsza Bogurodzica mnie nie opuszczała, po czym podążyłam wypełnić wskazania. Po drodze ktoś dał mi trzy monety, mówiąc: „Przyjmij to, matko”. Z trzema chlebami, które kupiłam za te pieniądze, podążyłam za rzekę Jordan, i drogą, wskazaną mi przez ludzi, doszłam o zachodzie słońca do cerkwi świętego Jana Chrzciciela, położonej nad samą rzeką. Po modlitwie w świątyni umyłam w tej oświęconej wodzie twarz i ręce, po czym powróciwszy do świątyni przyjęłam Tajemnicę Ciała i Krwi Pańskiej. Posiliwszy się połową chleba zasnęłam na ziemi, a rano przeprawiłam się na drugi brzeg w niewielkiej łódce. I tak na koniec dotarłam na pustynię, gdzie trwam w oczekiwaniu wybawienia od cierpień ciała i duszy”. Niewiasta umilkła. W ten sposób wyspowiadała się starcowi ze swej przeszłości, ale niczego nie opowiedziała o swym życiu na pustyni. Zosima jednak prosił opowiedzieć i o tym. W końcu wypełniając tę prośbę pokutnica opowiedziała następującą historię. Przeżyła na pustyni 17 lat. Kiedy zjadła pozostałe dwa i pół chleba, za pożywienie musiały służyć jedynie rośliny. Straszne zmagania z przeróżnymi przeciwnościami trwały bardzo długo. Święta kobieta cierpiała z głodu i pragnienia tym mocniej, gdyż prześladowały ją myśli o mięsie i winie, którymi raczyła się obficie w przeszłości, lub gdy zły duch wskrzeszał w jej pamięci rozpustne piosenki, do których była przyzwyczajona. W tej walce z żądzami, atakującymi ją niczym dzikie bestie, pomoc i ukojenie przynosiła tylko gorąca modlitwa do Boga i Przenajświętszej Bogurodzicy.

Odzież Marii z upływem czasu wytarła się zupełnie, tak więc ciało jej narażone było latem na palące promienie słońca, zimą zaś na surowy chłód. Niejeden raz, cierpiąc duchem i ciałem, padała nieprzytomna na piasek, udręczona przez żar lub pokryta lodem. Ale Królowa Niebios nie odmawiała jej swej pomocy. „Wspominając – mówiła starcowi – od jakiego zła wybawił mnie Pan, znajduję dla siebie niewyczerpane źródło pożywienia w nadziei na zbawienie; wszechmocne słowo Boże karmi mnie i przyodziewa, bowiem nie samym tylko chlebem żyje człowiek. I zrzuciwszy szaty grzechu nie mają schronienia, ukrywając się wśród kamiennych szczelin.” Słysząc, że kobieta przytacza cytaty z Pisma świętego, starzec spytał, czy nie zgłębiała wcześniej Biblii. „Przez cały czas swego życia na pustyni – odpowiedziała – nikogo z ludzi, prócz ciebie, nie widziałam. Nie znałam też ksiąg. Jedynym mym przewodnikiem jest głos Boży, brzmiący w sercu. Ale dość już, dość opowiadać! Zaklinam cię Słowem Bożym, które przyjęło Ciało, módl się za mnie, grzesznicę!” Zosima ze łzami rzekł: „Niech będzie błogosławiony Bóg, czyniący nieogarnione cuda. Niech Bóg będzie błogosławiony za Jego miłość do mnie! Zaprawdę, Panie, nie odrzucasz tych, którzy ku Tobie zdążają!” Święta poprosiła starca, aby do chwili jej śmierci nikomu o niej nie opowiadał. „W następnym roku – powiedziała na koniec – nie wychodź z monasteru. Zresztą i tak nie będziesz mógł tego uczynić. W Wielki Czwartek przyjdź nad brzeg Jordanu i pozwól mi dostąpić jedności z Bogiem, udzielając Sakramentu Ciała i Krwi Pańskiej… Później przekaż ojcu Janowi, przełożonemu monasteru, w którym mieszkasz, by ten uważniej spoglądał na siebie i na powierzone mu duchowne stado”. Kiedy w następnym roku na początku Wielkiego Postu wszyscy bracia kierowali swe kroki ku miejscom pustynnym, nasz starzec leżał chory. Wtedy wspomniał słowa świętej niewiasty i, pragnąc spełnić jej prośbę, wyruszył w Wielki Czwartek nad brzeg Jordanu, zabierając ze sobą Święte Dary. Gdy przybył na miejsce, ujrzał, jak Maria, przeżegnawszy się szeroko, przechodzi rzekę tak, jakby to był suchy ląd. Na jej prośbę zmówił Symbol wiary i Modlitwę Pańską, potem udzielił jej św. Komunii. Wówczas kobieta, wyciągnąwszy ręce ku górze, wykrzyknęła: „Teraz odpuszczasz, Panie, służebnicę Twoją w pokoju, według słowa Twego, gdyż oczy moje widziały Twe zbawienie!”, zwracając się zaś do starca, rzekła: „Błagam cię, ojcze, w czasie następnego postu przyjdź do tej rzeczki, gdzie kiedyś rozmawialiśmy”. Zosima zaproponował jej jedzenie, ale kobieta przyjęła tylko trzy ziarna pszenicy, po czym przeżegnała się i przeszła na drugi brzeg, jak po lądzie, znikając w dali pustyni.

Starzec, zgodnie ze zwyczajem monasteru, w następnym roku znów udał się na pustynię do miejsca, gdzie po raz pierwszy spotkał świętą Marię. Ale tym razem nie zastał jej wśród żywych. Spoczywała z rękami złożonymi na piersiach i z twarzą zwróconą ku wschodowi, a u wezgłowia, na piasku, znajdował się napis: „Pochowaj tu, ojcze Zosimo, ciało pokornej Marii, oddaj proch prochowi. Módl Boga za mnie, zmarłą w miesiącu kwietniu, w pierwszy jego dzień, po przyjęciu Świętych Sakramentów”. Odmówiwszy stosowne modlitwy i psalmy, starzec z czcią pogrzebał ciało świętej w dole, wyrytym przez nie wiadomo skąd przybyłego lwa. Po powrocie do monasteru opowiedział całą tę historię braciom, ku wielkiej chwale Bożej.

Święta Maria z Egiptu doświadczyła w swym życiu głębi grzechu i wyżyn świętości, pokazując, że Bóg pragnie zbawienia wszystkich ludzi. Jej śmierć miała miejsce 1 kwietnia 522 roku, w czasach panowania cesarza Bizancjum Justyna Starszego, następcy świętego Justyniana, obrońcy i opiekuna prawosławia.

                                                                                                                     za: cerkiew.info                                     

O g ł o s z e n i a    p a r a f i a l n e :

 

13 kwiecień (środa) – godz. 17:00 Akafist do Ikony M.B. Izbawlenije                                                                                                     ot Bied Strażduszczych.  

15 kwiecień (piątek) – godz.8:00 Spowiedź,

                                      – godz.9:00 św.Liturgia Preżdieoswiaszczennych Darow

     godz. 16:00 Spowiedź, godz. 17:00 św.Liturgia Preżdieoswiaszczennych Darow

UWAGA! Każdy kto w tym dniu chce przystąpić WIECZOREM  do Spowiedzi i Pryczasija na św. Liturgii MUSI POŚCIĆ CAŁY DZIEŃ  do wieczora.              

16 kwiecień (sobota) Łazarewa Sobota – godz. 8:00 Spowiedź, godz.9:00 św.Liturgia.  

Sobota pominalna za zmarłych – 

BORATYNIEC!                                                                                                                                             

    – godz. 17:00 Wsienoszcznoje Bdienije,  przed Niedzielą Palmową + Spowiedź !

17 kwiecieńNIEDZIELA PALMOWA– godz. 8:00 Spowiedź,

godz.9:00 św.Liturgia+ święcenie Palm Konkurs dla dzieci na najładniejszą palmę.