Gazetka parafialna Nr 62-luty-2026

Picture of Autor

Autor

Ks. prot. mgr Andrzej Opolski

Pobierz PDF

PRZYPOWIEŚĆ O SYNU MARNOTRAWNYM

(Łk 15, 11-32)

                                                                                    Bracia i siostry!

Dziś święta Ewangelia postawiła przed nami ikonę słowa – żywą, poruszającą ikonę o naszym życiu. To nie jest tylko historia pt: dawno, dawno temu. To jest zwierciadło, w którym każdy z nas może zobaczyć swoją duszę. Przypowieść o marnotrawnym synu, o miłosiernym Ojcu i o starszym bracie – to cała prawda o grzechu i zbawieniu, o upadku i powstaniu, o naszym oddaleniu i o nieskończonej czułości Boga.

 „Młodszy syn zażądał części majątku i odszedł do dalekiej krainy”. Co to znaczy? Ten syn otrzymał od ojca wszystko – życie, miłość, dom, bezpieczeństwo. Ale uznał, że to mało. Że gdzieś indziej będzie lepiej, weselej, wolniej. I odszedł. Oto obraz każdego grzechu. Grzech to nie tylko „złe uczynki”. To przede wszystkim odejście. To odwrócenie się od Źródła życia, od Ojca, i szukanie życia tam, gdzie go nie ma. Roztrwonił majątek. Co to za majątek? Św. Grzegorz z Nyssy tłumaczy: to obraz podobieństwa Bożego, tej Bożej iskry, tej pięknej szaty godności, w którą przyodział nas Stwórca. Człowiek grzeszny roztrwania ten skarb. A na co go wymienia? Na ułudę wolności, która jest niewolą. Na rozkosz, która zostawia gorycz. Na „dalekie strony” duszy – na stan oddalenia od Boga.

I przyszedł głód. Straszny głód. „I pragnął najeść się łupinek, którymi karmi się świnie, ale nikt mu nie dawał” — dla Żyda to było dno dna. Oto dolina upadku. Ten sam św. Grzegorz z Nyssy widząc syna przy świniach, mówił, że „przemienił się w bydlę”. Jego myśli, pragnienia, całe wnętrze zaczęło karmić się tym, co nieczyste, tym, co dla duszy jest jak obrzydliwe łupinki. Czy my tego nie znamy? Gdy dusza nasza jest głodna Boga, a my karmimy ją czym? Oglądaniem tego, co plugawe? Goryczą, która toczy serce jak rdza? Nieustannym rozpamiętywaniem krzywd? Plotkami, które są jak trucizna? To są nasze duchowe „łupinki”. I im więcej ich jemy, tym większy głód czujemy. Bo dusza stworzona jest przez Boga, i tylko w Nim znajdzie pokarm.

Ale w tej otchłani rozpaczy dzieje się cud. „Opamiętawszy się”. To znaczy: obudził się. Jak ze snu, z obłędu. Przyszło mu na myśl: „Iluż to najemnikom  ojca mego zbywa chleba, ja zaś tu z głodu ginę!”. Ta „myśl” to największy dar. To iskra Pamięci Bożej. Bóg, którego odtrącił, nie opuścił go, wysławszy w serce tęsknotę za domem, za Ojcem. To nie jest jeszcze pełna skrucha, to tęsknota za chlebem. Ale to wystarczy, by podnieść się i iść. Nawrócenie zaczyna się wtedy, gdy człowiek przestaje udawać i mówi prawdę o sobie przed Bogiem.

Święty Izaak Syryjczyk mówi: „Pokora jest odzyskaniem własnej natury”. Ten młodzieniec, schylony nad korytem dla świń, w końcu przestał udawać. Przestał się usprawiedliwiać. Wyznał prawdę: „Zgrzeszyłem przeciw niebiosom i przed tobą, już nie jestem godzien być zwany twoim synem”. To jest właśnie metanoia – przemiana myślenia. To nie tylko „przepraszam”. To przełom w duszy: uznanie, że bez Ojca jestem nikim, że sam siebie zgubiłem. Syn nie mówi: „ojciec był zły”. Nie mówi: „świat jest winny”. Mówi: „zgrzeszyłem”. I podejmuje decyzję: wstanę i wrócę. To jest najważniejszy krok. Nie wystarczy żałować. Trzeba wstać i iść do Boga.

I my, bracia i siostry, mamy takie chwile „opamiętawszy się”. Po kłótni, gdy gniew opadnie, i w ciszy wieczoru serce ściska ból i tęsknota za pokojem. Gdy po latach zaniedbań nagle, przy dźwięku dzwonu cerkiewnego, zapłacze w nas coś za Bogiem. To Duch Święty dotyka naszej duszy. To moment łaski. I wtedy od naszej odpowiedzi zależy wszystko.

 „I podniósłszy się, przyszedł do ojca swego”. To akt wolnej woli. Bóg zmuszać nie będzie. Ale co czyni Ojciec? „Gdy jeszcze był daleko, ujrzał go ojciec i wzruszony ulitował się”. Ojciec nie czekał obojętnie przy bramie. On wybiegł. On pierwszy ruszył na spotkanie! Jego miłość nie ma godności, która czeka na pokorę. Ona jest niecierpliwa, gorąca. To jest właśnie synergia – współdziałanie. Nasz krok pokuty spotyka się z biegiem Bożego miłosierdzia. Święty Jan Złotousty woła: „Nie czekaj aż przyjdzie do ciebie, wyjdź na jego spotkanie. To jest właśnie miłosierdzie!”.

I co czyni Ojciec? Przerywa wyuczoną spowiedź syna. Nie potrzebuje długich formuł. On całuje go – znak pojednania. Nakazuje mu dać:

  • Najprzedniejszą szatę– to odzyskanie utraconej chwały, godności dziecka Bożego. To szata chrztu.
  • Pierścień na rękę– znak władzy, zaufania, przywrócenia go do synowstwa.
  • Sandały na nogi– bo niewolnicy chodzili boso. Syn jest wolny!
  • Wykarmione cielę– ofiara dziękczynna, zapowiedź Eucharystii, wielkiej Uczty w Królestwie Niebieskim.

Całe to bogactwo to teoza – przebóstwienie. Człowiek wracający do Boga nie wraca jako sługa na podwórko. Wraca jako ukochane dziecko, które Ojciec na nowo przyodziewa, uzdrawia, wprowadza syna do wspólnoty swego życia, daje mu tak naprawdę rozgrzeszenie- ale to może tylko on, ojciec, który jest praobrazem Ojca Niebieskiego. Tak się dzieje w każdej spowiedzi, bracia i siostry! Kapłan jest narzędziem tego biegu Ojca. A my, klęcząc z pokorą celnika, otrzymujemy na nowo szatę godności.

Ale przypowieść się nie kończy. Jest starszy brat. Pracowity, wierny, nigdy nie opuścił ojca. I on jest… nieszczęśliwy. Pełen goryczy i zazdrości. Dlaczego? Bo choć ciałem był w domu, sercem był najemnikiem. Słuchajcie jego słów: „Oto tyle lat  służę ci”. Nie mówi: „jestem twoim synem”. On widzi relację z ojcem jako transakcję: moja praca za twoje nagrody. Jego modlitwa to nie spotkanie, ale rachunek. Błogosławiony Augustyn trafnie pisze: „Starszy brat zazdrościł młodszemu, ponieważ ten wrócił zdrowy, on zaś zawsze był chory na pychę”.

To ostrzeżenie dla nas wszystkich, którzy „zawsze jesteśmy w cerkwi”, którzy przestrzegamy postów, wykonujemy swoją „pracę”. Czy nasze serce jest w domu Ojca, czy na zewnętrznym podwórku obowiązku i samozadowolenia? Czy radujemy się, gdy grzesznik się nawraca, czy szemrzemy: „A ja przez tyle lat…”?

Spójrzmy na przykłady świętych. Święta Maria Egipska – odeszła w dalekie strony rozkoszy, aż stanęła przed ikoną Bogurodzicy. I wtedy „opamiętała się”. Jej łzy skruchy były strumieniami na pustyni jej serca. I została przyjęta nie jako nierządnica, ale jako wielka święta.

Święty Mojżesz Muryn – był rozbójnikiem, niewolnikiem namiętności. Ale gdy pokornie zaczął służyć braciom w monasterze, nosząc wodę i znosząc upokorzenia, jego szata grzechu zamieniła się w szatę łaski. Stał się źródłem mądrości.

Święty starzec Porfiriusz daje nam prostą radę na dziś: Nie mówcie „Boże, daj mi pokorę”, ale idźcie i upokórzcie się”. To znaczy: nie czekaj na specjalne uczucie. Po prostu wstań i idź. Gdzie? Do spowiedzi. Do przeproszenia sąsiada, z którym się poróżniłeś. Do modlitwy, którą zaniedbałeś.

Bracia i siostry,

Na ten tydzień proponuję wam małą pokutę, taką praktykę duchową.
         Każdego wieczoru, przed snem, zatrzymaj się na chwilę. Zapytaj swoje serce: „Gdzie dziś byłem? Przy Ojcu w domu, czy na obczyźnie swoich myśli, uczuć, słów? Czym karmiłem dziś duszę – Bożym chlebem modlitwy i dobrego słowa, czy łupinami gniewu, nieczystości, zazdrości?”. A potem, z tym przyznaniem się, powiedz choć raz, ale z głębi serca: „Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu”.

         Nie bójmy się wracać. Nasz Ojciec nie jest sędzią z surowym obliczem. On jest Miłością, która wybiega na spotkanie. On czeka na nasz choćby najmniejszy krok. Niech każdy z nas dziś powie w sercu: „Wstanę i pójdę do Ojca mego”.

         Niech Miłosierny Bóg i Ojciec, który wybiega na spotkanie każdemu grzesznikowi, przez modlitwy Przeczystej Bogurodzicy i wszystkich świętych, poda nam dłoń i wprowadzi nas do radości Swego domu – Królestwa Bożego. Amen.

                                                                                                  Proboszcz: Ks. Andrzej Opolski

Bracia i siostry !         

Nadchodzi Wielki Post — czas ciszy serca, pokory i czuwania nad sobą. To nie są dni dla samej surowości, ale dla nawrócenia duszy. Post – to nie dieta ciała, lecz głodówka dla namiętności. Ucisz żołądek, aby usłyszeć krzyk duszy. Oczyśćmy myśli, uczyńmy prostszymi słowa, uspokójmy serce modlitwą – Czytajmy Psalmy.

Niech post nie będzie tylko wstrzymaniem się od pokarmów, ale odejściem od gniewu, osądzania i obojętności. Ojcowie pustyni mówili: jeśli pościmy, a nie mamy miłosierdzia, post nasz jest pusty.

Dlatego przygotowujmy się z bojaźnią Bożą i nadzieją. Dzielmy się tym, co mamy, z potrzebującymi: chlebem, dobrym słowem, pomocą i jałmużną. To, co oddamy z miłości, wróci do nas jako łaska.

Pamiętajmy: post bez jałmużny to jak skrzydła bez ptaka. Dzielcie się! Nie tylko groszem, ale spojrzeniem, dobrym słowem, chlebem i każdą dobrocią. Miłosierdzie to jedyna moneta, która ma wartość w Królestwie Niebieskim. Jak mawiali ojcowie: „Ręka, która daje jałmużnę, zbiera skarby w niebie; serce, które daje z miłością, staje się przybytkiem Ducha Świętego”.

Święty Jan Klimak poucza: „Kto pości tylko ciałem, a język swój pozostawia nieokiełznanym, podobny jest do tego, kto zamyka drzwi pałacu, a mordercę zostawia wewnątrz”.

Nie czekajcie. Już dziś zacznijcie wewnętrzną wędrówkę, postawcie pierwszy krok na drodze Wielkiego Postu. Niech Duch Święty prowadzi Was przez tę świętą pustynię na spotkanie Paschy.                                                                       

Proboszcz: Ks. Andrzej Opolski